poniedziałek, 13 maja 2013

KRUCHE BABECZKI RABARBAROWE Z TRUSKAWKAMI.




I tak oto, zaczął się sezon rabarbarowy. Szykują się placki drożdżowe, babeczki, kompoty, ciasteczka, sosy i inne
rabarbarowe cuda. Zapewne i do mięsa coś się na blogach spotka, jak i słodkości, które będą górować.
Ale wiecie co? Strasznie ciężko u mnie rabarbar dostać! Na targowisku, w sobotę, kiedy zjeżdża się cała okolica,
cały mi wykupili (wracałam z pracy pod koniec bazaru). Szukałam wszędzie - w marketach, w warzywniakach,
w sklepie ze zdrową żywnością i nic! Znalazłam go dopiero w Kauflandzie. Nie powiem, jak nie lubię stamtąd warzyw i owoców,
tak rabarbar był naprawdę przyzwoity. Obkupiłam się, po czym wróciwszy do domu, zabrałam się za jego solidną
obróbkę. Co powstało? Właśnie dzisiejsze kruche babeczki. I przepyszne ciasto drożdżowe, ale o nim później.
Gotowi na słodkie, kruche, rabarbarowo-truskawkowe ciastka?

niedziela, 12 maja 2013

Śniadanie u Sąsiadek.





Co powiecie na niedzielne śniadanie u trzech wspaniałych Sąsiadek?
Trzy młode kobiety, matki i żony. Zwykłe mieszkanie w kamienicy na ul. Zacisze w Poznaniu zmieniły w azyl.

Dziś rano miałam okazję gościć u nich na pysznym śniadaniu.



sobota, 11 maja 2013

SERNIK "BAKUSIOWY"



Palące słońce skryło się za chmurami, które spowiły niebo. Granatowa, letnia sukienka zaczęła powiewać na wietrze,
co właśnie się zerwał. Huk grzmotów z oddali dobiegał już bardzo wyraźnie. Spacerowicze powoli poczęli kierować się
do swoich domostw. A ja, wyciągnąwszy parasol z torebki, skakałam w kałuże rosnące na chodnikach, dzięki
ulewnemu deszczu. Zapach ozonu unosił się w powietrzu.
Po godzinie rzęsistego deszczu na niebie rozkwitła tęcza.

Wróciwszy do domu, zastałam w lodówce ogromną ilość serków "Bakuś". I karteczkę przyczepioną magnesem do lodówki:
"Mam ochotę na sernik. Kocham Cię."
Nie mam sera, a chce sernik... A gdyby tak wykorzystać zasoby lodówki? W końcu są to serki homogenizowane, podobnie jak ser
wiaderkowy do serników. Nic więcej, tylko od razu zabrałam się do dzieła.


czwartek, 9 maja 2013

PASTA Z KURCZAKA DO KANAPEK.



Kiedy zostaje kawałek kurczaka w lodówce, na którego już nikt nie ma zbytniej ochoty, zaczyna się wielkie kombinowanie,
co by tu z niego przyrządzić, aby nie musieć go za kilka dni wyrzucić. Nie znoszę marnować jedzenia, a kiedy
zdarzy się, że coś ulegnie zepsuciu, wyrzucam samej sobie, że w żaden sposób nie spożytkowałam wyrzucanego właśnie jedzenia.

Wtedy, na drodze kombinacji, powstają różnorakie sałatki, potrawki, czy pasty do chleba. I dziś jedną z nich Wam przedstawiam.
Domowe pasty smakują zdecydowanie lepiej niż kupne, wiemy, co w nich się znajduje, a przede wszyskim,
dostosowujemy ich smak do własnego gustu.
Poniższa pasta ma bardzo łagodny smak. Oczywiście, można dodatkami go zmienić, np. dodając curry czy paprykę.


środa, 8 maja 2013

KOKTAJL KIWI.


Promienie słoneczne zalewają otoczenie. Spacerując, mrużę zza okularów oczy, ale to nic nie daje. Skręcam
na śródmiejski bazar, wpadając tym samym w wirujący tłum kupujących. Sprzedawcy przekrzykują się wzajemnie,
próbując złapać klienta. Później i tak, pakując puste skrzynki po warzywach czy owocach, śmiać się będą wspólnie
i plotkować, nie pamiętając o niczym.
Docieram, z wielkim trudem, przedzierając się w gwarze i skwarze, do mojej ulubionej pani Jadzi, która ma niewielkie
stoisko-warzywniak. Wspaniałe produkty, mam ochotę kupić wszystko. Ale wybieram tylko niezbędne składniki
i.. małe co nie co, na potem. Tym razem okazało się nim kiwi.


poniedziałek, 6 maja 2013

Domowe CHIPSY BANANOWE.


Mnogość różnych przekąsek na sklepowych półkach mnie przytłacza. Jest tego tyle, aż w głowie się kręci.
Orzeszki solone, w czekoladzie, mieszanki studenckie, chipsy, paluszki, krakersy, jakieś chrupki, bakalie,
czy też właśnie bananowe chipsy. Większość z tych przyjemności kosztuje nas dodatkowymi kilogramami,
są bowiem źródłem tłuszczu i cukru, jeśli mowa tu o produktach przetworzonych (pomijam bakalie i orzechy bez
dodatków). A czy wiecie, że te słynne chipsy bananowe, kupowane w sklepach, mają podbną ilosć kalorii co czekolada?
Plasterki bananów są najpierw traktowane tłuszczem (jak we frytkownicy), a dopiero potem suszone.

Postanowiłam dziś pokazać banalne, ale alternatywne rozwiązanie dla wielbicieli chrupiących plasterków
bananów. Dodatkowo, jest to kolejny sposób na radzenie sobie ze zbyt mocno dojrzałymi bananami. Więcej
pomysłów znajdziecie, wpisując w wyszukiwarkę po prawej stronie, hasło "banan.".

niedziela, 5 maja 2013

SAŁATKA Z ZUPEK CHIŃSKICH.



Swego czasu, sałatka z zupek chińskich zrobiła w kulinarnej blogosferze prawdziwą karierę! Boom, jaki nastąpił spowodował,
że wszyscy, albo prawie wszyscy blogerzy, prezentowali właśnie tę sałatkę. Przyznam, że i ja nie mogłam się oprzeć,
przyrządziłam więc ją pierwszy raz. Potem, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty... Stała się podstawowym podpunktem
w menu dla gości, podczas rodzinnych spotkań, imprez, ale też jako danie kolacyjne w dni powszednie.
Zasmakowała mnie i mojej rodzinie. Stanowi też świetny sposób, na pozbycie się z lodówki resztek lub pojedynczych porcji,
np. mięsa, których nikt już nie chce zjeść.

Przypomina sałatkę jarzynową, ale dzięki temu, że nie musimy czekać na ugotowanie ziemniaków,
chyba, że ktoś takowe ma z poprzedniego obiadu, jedynie chwilę dłuższą zabierają jajka.
Za każdym razem smakuje inaczej, każdorazowo dodaję inną wędlinę, mięso, czy to, co akurat w lodówce jest na zbyciu.

sobota, 4 maja 2013

LIKIER KUKUŁKA.



Tak, jak nie piję alkoholu, bo nie lubię... Tak uwielbiam przyrządzać różne nalewki, likiery czy inne trunki,
prócz drinków, które potem z zadowoleniem i niejaką dumą stawiam na stole gościom. Z niepewnością
wyczekuję pierwszego łyczka degustatorów, aby w następnej fazie stwierdzili, czy można to wypić, czy raczej
jest tak marne, aż wstyd.

Kiedyś mój Tato powiedział mi pewną rzecz. "Pamiętaj: wypomną Ci niedopieczone ciasto czy przesoloną zupę.
Ale nigdy, przenigdy facet nie wypomni Ci, że smakowany przez niego alkohol jest do niczego."
I wiecie co? To rzeczywiście prawda!

piątek, 3 maja 2013

CIASTECZKA BANANOWE. Banalne.



Jeśli czytacie mnie w miarę regularnie (choć ja regularnie nie piszę), musieliście spotkać się z dość częstym "bananowym problemem".
Jak wiecie, w posiadaniu rodziny są sklepy spożywcze. Co oznacza mnóstwo więdnących warzyw, przejrzałych owoców...
W tym właśnie zastraszającą ilość, w skali roku, bananów.
Już wspominałam o cyklu przepisów bananowych. Jak zauważyć można, cykl nie powstał, ale kłopot z bananami nadal jest.
I wiele przepisów, pomysłów, na zagospodarowanie żółtych przyjaciół się u mnie pojawia. Wystarczy w wyszukiwarce
wpisać magiczne słowo "banan", a caaała lista przepisów typowo bananowych się ukaże.

No, ale dość tych uwag technicznych.
Dziś zapraszam na niesamowicie proste ciasteczka. Mają mało kalorii, bo są bez cukru, dzięki słodyczy przejrzałych bananów.
W wersji podstawowej składają się zaledwie z dwóch składników! Jednak ja (oczywiście, inaczej być nie mogło), wzbogaciłam przepis o zdrowe dodatki.
Znalazłam recepturę u Panny Malwiny z bloga FILOZOFIA SMAKU, kiedy to wczorajszego wieczoru bez celu
szwędałam się w otchłaniach internetu.
Tak więc, oto mam kolejny sposób na poskromienie złośliwych, żółciutkich kompanów.

środa, 1 maja 2013

PIERNIK Z WIŚNIAMI.


Wiem, wiem, wiem. Dziś zaczynamy miesiąc maj, a ja tutaj o pierniku? Nie, żeby inaczej!
Czasami nachodzą mnie apetyty na smaki zupełnie nie związane z obecną porą. Na przykład śledziki w śmietanie w czerwcu, czy też ciasto z rabarbarem w grudniu.
Prze wiele lat ulegałam stereotypom, by nie łamać tradycji i sztamowych dań danego czasu nie serwować w innym terminie.
Błąd! Zmieniłam to, dzięki czemu nie odczuwam braku żadnej potrawy, żadnego składnika i z całą radością umilam sobie czas
nietypowymi zachciankami. Tak jak dziś, piernikiem z wiśniami w maju.

Mocno korzenny smak ciasta świetnie kontrastuje ze słodką, owocową nutą wiśniowego nadzienia. Dzięki temu, że
jest z galaretką, masa się nie rozłazi, piernik wygląda bardzo schludnie i elegancko. Gorzka, deserowa polewa uzupełnia
całość. Po jednym kawałku ma się ochotę na kolejny. I jeszcze jeden, drugi... Aż piernik znika w mgnieniu oka.


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

ŁOSOŚ Z CHUTNEYEM Z MANGO.




Jak już często podkreślałam, nie przepadam za "słoikowymi" produktami. Z rzadka zdarza mi się kupić coś gotowego,
lubię bowiem wiedzieć, co znajduje się w tym, co akurat mam na talerzu.
Wyjątkiem są produkty do dań orientalnych, które ciężko przyrządzić w domu, bądź zabierają dużo czasu.
Postanowiłam więc wziąć udział w kampanii marki PATAK'S, firmy ABC Food Polska Sp.zo.o.. Kiedyś już miałam okazję
korzystać z produktów firmy, m.in. z serii Blue Dragon, która naprawdę przypadła mi do gustu. Dlaczego więc, skoro
spodziewam się dobrych produktów, nie przyłączyć się do akcji?

niedziela, 28 kwietnia 2013

ROLADKI Z BRYNDZĄ I SZPINAKIEM.




Jaką mamy piękna pogodę, nieprawdaż? Słońce cudownie przygrzewa, już z samego rana,
aż chętniej wstaje się z łóżka i z przyjemnością rusza się wykonywać swoje obowiązki.
Temperatura zupełnie jak w połowie maja, ptasi śpiew, niebo bezchmurne i takie błękitne.
Lekki wiaterek powiewa, dzięki czemu nie jest tak duszno. Witaj wiosno! A nawet.. lato!

W związku z tak drastyczną i szybką , po półrocznej zimie, zmianą pogody, przychodzi czas
na zmianę menu. Na stołach zagoszczą upragnione przez całą zimę, świeże sałatki, surówki,
niedługo zresztą i świeże owoce, pochodzące z naszych ogrodów czy sadów.
jest to tym samym mój ulubiony okres, jeśli chodzi o kulinaria. Ach, tyle możliwości!
Wprost nie mogę się doczekać, kiedy na mojej niewielkiej działeczce pojawią się pierwsze plony. 

sobota, 27 kwietnia 2013

Urodzinowe MUFFINKI Z BANANEM I CZEKOLADĄ.


Dziś zaczynam dorosłość. Kończę ten magiczny wiek. Czy jestem gotowa?
Nie wiem. Czy jestem dojrzałą? Myślę, że ostatnie dwa lata nauczyły mnie życia.
Problemy, choroba, dążenie do zdrowia i wygrana walka z chorą samą sobą...
Tak, jestem dojrzała.
Ale nie dorosła. Nie do końca. 
W sercu zawsze pozostanę małym dzieckiem, chcącym poznawać świat bez ustanku.

piątek, 19 kwietnia 2013

ŁOSOŚ CYTRYNOWO-IMBIROWY NIGELLI... Ekspresowo.



Żyję szybko, bardzo szybko. Zresztą, jak wielu. Takie czasy, nie mamy czasu
na odpoczynek, na chwilę oddechu, na momenty czułości, przyjemności,
a nawet na życzliwość dla siebie.
Tak samo i w kuchni. Nie ma czasu na długie ślęczenie przy garach, kiedy
już w głowie kotłuje się milion innych spraw, a lista obowiązków wydłuża
się w zastraszającym tempie.

Dlatego dziś, z dwóch powodów, bardzo szybki łosoś. Po pierwsze, idealne
danie na piątek (który dzisiaj mamy), po drugie - banalny i niesamowicie szybki
w przygotowaniu. A znika jeszcze szybciej.

piątek, 5 kwietnia 2013

Wariacja na temat...RED VELVET CAKE.




Red Velvet Cake... Kto go nie zna? Oj, chyba większość ludzi, a już w szczególności my, czyli Ci
z kulinarnej sfery.  Red Velvet od zawsze było pozycją na mojej liście "do zrobienia" i zastanawiam
się teraz, dlaczego tak późno odważyłam się upiec czerwone ciasto przekładane kremem. Nie wiem.
Ale zauważyłam, że mam wiele zanotowanych receptur, do których chyba "muszę dojrzeć", a to
ciasto należało prawdopodobnie do owych...
W końcu się jednak zdecydowałam, ale to nie z byle jakiej okazji.

W oryginale, jak wiadomo, przełożenie, czyli biały krem powstaje z kremówki, serka typu
Philadelphia, masła i cukru.
Myślicie, że u mnie było tak pospolicie? Nie! Nie dość, że przełamuję własne zahamowania, od razu
rzucam się na głęboką wodę i kombinuję z kremem!
Powstała masa sernikowa, jak na sernik na zimno. Dodając mniej żelatyny, uzyskałam mniej zwartą
konsystencję, pasującą do konsystencji kremu.

wtorek, 2 kwietnia 2013

PRZEPIÓRKI W PIELUSZKACH.




Przed świętami dostałam paczuszkę. W niej znalazłam butelczynę oleju rzepakowego, ponieważ
postanowiłam wziąć udział w kampanii promującej ten olej.  O kampanii więcej dowiecie się na
owej stronie : http://pokochajolejrzepakowy.pl/
Dlaczego wzięłam udział? Od pewnego czasu zaczęłam zwracać uwagę na to, co i jak jem, jak się
odżywiam i czy żyję zdrowo.
Dzięki akcji, poczytałam co nieco o oleju rzepakowym i używane dotychczas oleje zamieniłam
właśnie na niego.Spójrzcie sami, jest o wiele bardziej wartościowy niż sama oliwa z oliwek,
powszechnie uznawana za najzdrowszą oliwę na świecie!

 Więcej dowiecie się, zaglądają na stronę kampanii!

A co do przepisu....


niedziela, 31 marca 2013

SOSY DO JAJEK. I nie tylko...



Lubię, kiedy pojawia się jakaś nowość na stole. Kiedy tradycją jest sos tatarski, chrzan i majonez,
postanowiłam urozmaicić ten zestaw i zaserwować gościom jajka z sosami.
Tegoroczne święta spędzam w rodzinnym gronie, goszcząc u siebie część rodziny. Dzięki temu mam
możliwość wyżycia się w kuchni i przetestowania nowatorskich pomysłów. Także mogę sprawdzić,
jak owe pomysły się sprawdzą i czy warto powielać dany przepis oraz, czy warto w ogóle wymyślać coś innego.

Sos z tuńczyka z kaparami, sos, a raczej pasta, serowa z suszonymi pomidorami oraz sos
chrzanowo-majonezowy z cytrynowego chrzanu z dodatkiem posiekanej srebrnej cebulki. Ten ostatni
stanowi alternatywę dla sosu tatarskiego, którego w tym roku już nie zdążyłam zrobić.

sobota, 30 marca 2013

MAZUREK NA WAFLACH DLA SPÓŹNIALSKICH. Życzenia.




Już wszystko gotowe? Tak, na pewno... Baranek z masła, kiełbasa, baby i serniki, żur, galareta, pasztet i pieczenie,sos do jaj, 
szynka w galarecie, sałatka jarzynowa... 
A mazurek? O kurrczaczki,a mazurek gdzie?

Są takie sytuacje, kiedy nagle zatrwożenie nas obezwładnia. Mazurek musi być, w końcu to Wielkanoc!
Na Boże Narodzenie nieodłącznie występuje makowiec lub makowa strucla, tak w te święta obowiązują
serniki, babki i mazurki. Jednak zdarza się, że w natłoku obowiązków, po prostu coś wypada z głowy,
o czymś kompletnie zapominamy. Tak było w moim przypadku, więc ratowałam się, czym popadło.

piątek, 29 marca 2013

GALARETKI DROBIOWE.



Przygotowania trwają jeszcze pełną parą. Domownicy krzątają się w pocie czoła, dokonując ostatnich
poprawek. Okna już umyte, obrusy wyprasowane, baby i serniki upieczone, galarety tężeją, żur
stygnie... Jeszcze tylko kilka pozycji ze świątecznego menu i koniec. Można zacząć już ucztować.

Wielkanoc, w tym roku, nie rozpieszcza nas pogodą. Zimno, śnieżyce, silny i przeszywający wiatr.
Trudno, nie mieliśmy zimy na Gwiazdkę, przyszła więc teraz.
Nie, nie będę się dołować paskudną pogodą!

środa, 27 marca 2013

CIASTECZKA FRANCUSKIE Z TRUSKAWKAMI.





Lubię usiąść z dobrą książką, przy cichych dźwiękach ulubionej muzyki. Robię wtedy aromatyczną
herbatę w najukochańszym kubku, zapalam kilka świec. Zakładam miły w dotyku sweter, wygodne
legginsy i zatapiam się w wartkiej akcji, w świecie prozy, w życie bohaterów.

Lubię urozmaicić tę chwilę o coś małego, słodkiego, co przyniesie satysfakcję, odrobinę radości,
osłodzi gorycz nieprzyjemności minionego dnia...
Na przykład takie ciasteczka.

wtorek, 26 marca 2013

CYTRYNOWA BABKA MAJONEZOWA Z ŻURAWINĄ SUSZONĄ.




Zaczął się właśnie początkowy okres przygotowań do świąt Wielkiej Nocy.
Pewnie wiele z gospodyń ma już za sobą moment mycia okien, przystrajania
domu, ogólnego sprzątania. Trzepanie dywanów, kurze, podłogi, każdy kąt
na błysk. Teraz przyjdzie czas na wielkie zakupy. Już zauważyłam zwiększone
natężenie ruchu na ulicach mego miasta. Ludzie, objuczeni siatami, torbami
z jedzeniem, prezentami, słodyczami... Ich widok, szczególnie w takich
okolicznościach, wcale mnie nie dziwi.
A następnie długie godziny spędzone w kuchni. Baby rosnące w piekarniku,
baranki z masła już czekające w lodówce, jajka, szynki w galarecie, sos
tatarski już gotów, kiełbasy co nie miara... Ach! Co dom, to inna zastawa
stołu, bynajmniej w każdym bogata i wielce urozmaicona...

sobota, 23 marca 2013

ŻUR WIELKANOCNY.




Nie ma dla mnie świąt Wielkiej Nocy bez prawdziwego, domowe żuru na zakwasie,
z kawałkami białej kiełbasy, z ugotowanym jajkiem. Żuru, który pachnie czosnkiem
i majerankiem, który przypomina stare, dobre czasy świąt spędzanych na dziadkowych
kolanach w wielkiej, jasnej "latowej" kuchni.

piątek, 22 marca 2013

CYTRYNOWA BABKA MARMURKOWA.




Teoretycznie mamy wiosnę, prawda? I astrologiczną, i kalendarzową. Szkoda tylko,
że nie pogodową. Piękną mamy zimę tej wiosny! Tyle śniegu, co aktualnie leży na
moim podwórzu, to przez większość zimy nie widziałam.
Połowa marca w kalendarzu, a za oknem? Zima w pełni, zupełnie jakby to był styczeń.
Śnieg po łydki, na poboczach zaspy do pasa. Termometr wskazuje minusową temperaturę,
a na to wszystko śniegu zamiast ubyć, przybywa!

Zbliżając się Wielkanoc będzie w tym roku nietypowa. Ze święconką pojedziemy na sankach,
a w Lany Poniedziałek woda w wiadrach pozamarza!

poniedziałek, 18 marca 2013

Noc filmowa w pomarańczowym towarzystwie.



Postanowiłam, że noc całą spędzę na oglądaniu filmów. Tak rzadko chodzę do kina,
tak rzadko oglądam coś w telewizji - posiadam grające pudło, ale raczej z niego nie
korzystam, z wyboru. Szkoda mi czasu.
W każdym razie, dzięki olbrzymim możliwościom internetu, zawinęłam się w koc,
zaopatrzyłam w smakołyki i ruszyłam w filmową podróż po różnych światach.


Normalnie bym o tym nie wspominała, gdyby nie fakt, że na tapetę poszedł film o tematyce
kulinarnej, a jakżeby inaczej!

sobota, 16 marca 2013

ZUPA CEBULOWA, trochę nietypowa.







Często napotykam zupę cebulową na Waszych blogach, więc dlaczego i ja mam sobie na nią nie pozwolić?
Już od dłuższego czasu tłumiłam w sobie nieodpartą chęć jej przyrządzenia.
Po pierwsze, uwielbiam cebulę w różnych wydaniach, nie wliczając surowej, to chyba jasne.
W każdym razie wszystkie sposoby na cebulę, jakie napotykam, staram się weryfikować u siebie.

 Moja wersja jest nieco inna. Nie lubię żółtego sera pod żadną postacią, ani takiego w kawałku
czy w plasterku, ani stopionego, więc nie ma grzanek z żółtym serem. Wersja nieco uboższa od
wykwintnych zup cebulowych, jakie do tej pory podziwiałam u innych. Co nie znaczy, że mniej
smaczna! I wino jest, i lubczyk, i aromatyczny bulion...

EKSPRESOWE RACUSZKI Z BANANAMI.






Sobotni poranek, po ciężkim, wymagającym tygodniu, nie może stać znów
pod znakiem zwykłych kanapek. Nie, nie, nie!
Jednocześnie cenię sobie, kiedy można przyrządzić 
coś innego równie szybko
jak zwyczajną "bułę z serem".

I stanowi idealny, kolejny sposób na 
wykorzystanie przejrzałych bananów.










piątek, 15 marca 2013

Savoir-vivre #1. JAK PERFEKCYJNIE UŁOŻYĆ SZTUĆCE?


Wiele osób zwraca się do mnie z pytaniem, które chyba często gości na ustach
kobiet. A w szczególności, kiedy zbliża się wykwintny rodzinny obiad,
jakaś ważna w życiu kolacja...
"JAK PERFEKCYJNIE UŁOŻYĆ SZTUĆCE?"

Otóż nic prostszego! Wystarczy znać kilka podstawowych zasad savoir - vivre,
a zastawiony przez nas stół będzie prezentował się jak we wspaniałej restauracji.




środa, 13 marca 2013

W drodze do Azji... MAKARON Z KREWETKAMI (...) I SEZAMEM






Przenoszenie się w różne zakątki świata za sprawą jedzenia to wspaniała przygoda.
Klucząc paluchem po mapie, w ciepłym fotelu, dzięki pysznej strawie można wyobrazić
sobie, jak tam jest. Nieokiełznane i nieprzetarte szlaki pokonuję na trasie "usta-przełyk-żołądek".
Poznałam mnóstwo tajników, interesujących metod. Zasmakowałam w przyprawach,
składnikach , z którymi raczej nie miałam do czynienia z tej prostej przyczyny, iż na co
dzień nie jadam nic z tymi dodatkami.

Dziś zabieram Was w podróż...Do Azji.
Magiczne, tajemnicze tereny obfitujące w niesamowitą różnorodność kulturalną i kulinarną.
Ale jedno jest wspólne dla krajów azjatyckich - wyrazistość i barwność dań. I jedno, co
wspólne jest na całym świecie - liczy się to, jak smakuje.

wtorek, 12 marca 2013

KOKOSOWY PUDDING Z TAPIOKI.






Tapioka. Do tej pory tajemnicza i nieznana mi pozycja w kulinarnym asortymencie.
Jednak już ją poznałam. W smaku niedawno, na spotkaniu z blogerką Kasią
(W Krainie Smaku), kiedy to uraczyła mnie kisielem o smaku czarnego Frugo.
Właśnie z owej tapioki ten kisiel był.

Dziś zapoznałam się z nią jeszcze dokładniej. Odkryłam jej zachowania podczas obróbki,
sprawdziłam jak się z nią obchodzić i czymże właściwie ona jest, ta tajemnicza tapioka.

niedziela, 10 marca 2013

BABCINY JABŁECZNIK.






Jestem właśnie u kochanej Babci. Najwspanialszej kobiety w moim życiu.
Starsza Pani w kwiecistym fartuszku, o zaszronionej czuprynie, wiecznie uśmiechnięta
z rumianymi wypiekami na twarzy. Właśnie robi kawę, pomimo tak wczesnej,
przedpołudniowej pory.
Krząta się po kuchni, stukając szklankami w plastikowych koszyczkach, jakie modne były
w czasach PRL. Grzeje wodę w miedzianym garnuszku w wypłowiałe kwiatki z odbitym
brzuszkiem. Zapach świeżej kawy unosi się w starej kuchni, po otwarciu metalowej puszki,
którą posiada, odkąd tylko pamiętam.W tle słychać ciepłe dźwięki ze starego radia.

sobota, 9 marca 2013

Dzień Kobiet... BISZKOPT Z KREMEM I GALARETKĄ.




Spóźnione życzenia dla wszystkich Kobiet z okazji ich pięknego święta!
W ten dzień każda z nas powinna czuć się wyjątkowo z wielu powodów,
a mężczyźni zobowiązani są... do umilania czasu,dostarczania nam przyjemności,
szanowania, kochania, pieszczenia i ciągłej troski. Spełnienia każdej zachcianki.

Ale znów schodzimy do absurdu. Dlaczego robić mają to jeden raz w roku? Tak samo,
jak z Walentynkami. Kochamy cały rok, a nie 14. lutego. Kobiety są istotami wymagającymi
ciągłego szacunku, podziwu i miłości ze strony mężczyzn. Nie tylko 8. marca.

środa, 6 marca 2013

TORT STRACIATELLA - bardzo szybki.




Masz ochotę na coś słodkiego. Ale nie na głupiego batonika, cukierka czy ciasteczko. Nie na domowy sernik ani na kawałek ciasta 
marchewkowego. Nie na zwykły biszkopt z galaretką..

Ale na coś zupełnie innego. Co szybko i łatwo przygotować,  a jest królewską, pyszną, błogą, rozkoszną chwilą słodkiego zapomnienia.

Taki właśnie jest ten tort. Banalne składniki, w miarę szybkie wykonanie.. a efekt zadziwiający i powalający. Przynajmniej w opinii 
ogólnej znajomych i sąsiadów, których to nakarmiłam owym torcikiem. CO istotniejsze, jest lżejszy, niż zwyczajowo torty 
z tłustymi kremami, więc bez wyrzutów sumienia można pozwolić sobie na więcej niż skąpy,  cienki klinek. 


niedziela, 3 marca 2013

WSPÓLNE GOTOWANIE z blogerką W KRAINIE SMAKU.



Tak się świetnie składa, że w miejscowości, w której się uczę, mieszka
Kasia, autorka bloga W Krainie Smaku. Co dodatkowo, ze szkoły spacerkiem
droga zajmuje mi 5 minut. Postanowiłyśmy z Kasią to wykorzystać, 
spotykając się w czwartkowe popołudnie na wspólnym gotowaniu i plotkowaniu.

I oczywiście na fotografowaniu! Jako, że posługuję się dość marnym sprzętem
na co dzień, dzięki uprzejmości Kasi, mogłam sprawdzić się w pracy z porządnym
aparatem. Zdjęcia, prócz ujęcia chleba, są mojego autorstwa.

piątek, 1 marca 2013

Koniec przynosi nowy początek. PUDDING CYTRYNOWO Z KOKOSEM.


Przychodzi taka chwila, kiedy wszystko staje na głowie. Gdy cały 
świat koziołkuje w zawrotnym tempie, przewraca się do góry nogami.
Jest taki moment, kiedy zupełnie niespodziewanie jest ktoś, o kim 
myślisz częściej, aniżeli byśmy chcieli.
Zdarzają się dni, kiedy odczuwana jest pustka wtedy, kiedy nie 
dostaniesz ani jednego sms'a z czułym słówkiem.

Ale trafia się też taki moment, kiedy to wszystko się rozpada, pęka jak bańka mydlana.
I czujesz tylko pustkę tak wielką, tak głęboką jak niezmierzona czarna otchłań.
Czas zwalnia, a Ty zapadasz się we wspomnienia.Obwiniasz siebie, szczególnie kiedy
nie Twoja była wina. Gdy wyszło to tak niespodziewanie, znienacka. 
Myślisz, że właśnie coś przegrałeś/łaś.

Największym zwycięstwem jest ten dzień, kiedy uzmysłowimy sobie, że tak musi być.
Że koniec przynosi nowy początek. 


niedziela, 24 lutego 2013

Urugwaj od kuchni. INDYK W MARCHEWCE.




Przypadkowo znalazłam się na stronie : http://recipies.wikia.com/
Rozejrzałam się tu i ówdzie, zaopatrzyłam w olbrzymią ilość wspaniałych
receptur. I skorzystałam z nich.
Dziś właśnie propozycja, którą wyszperałam właśnie tu. Troszkę zmodyfikowana,
rzecz wiadoma, ale ogólny zamysł pozostał przeze mnie nie naruszony.


Urugwajska kuchnia w pigułce:
Kuchnia mocno spleciona jest z historią i kulturą Urugwaju. Stanowi mieszankę na 
którą składają się zarówno kulinarne tradycje gauchos - południowoamerykańskich 
pasterzy bydła, jak i silnych naleciałości z czasów przybyłych tu kolonizatorów, a potem 
emigrantów, którzy osiedlali się tu w różnych epokach.

czwartek, 21 lutego 2013

Gorrrrąco jak w Meksyku! PIKANTNY KREM Z PIECZONEJ PAPRYKI.




Za oknem szare puchacze przysłaniają niebo. Jest ponuro i smutno.
Hałdy śniegu leżą na poboczach, chodnikach. Pomimo to, wciąż sypie 
z nieba biały puch. Śniegowe góry rosną, rosną i rosną.
Tak, jak i chłód, góra lodowa w moim sercu. 
Patrzę w okno i zalewa mnie fala smutku. 
Dodatkowo temperatura poniżej zera...

A ja tu o Meksyku?!

A no tak! 
Dziś zapraszam na niesamowicie rozgrzewającą zupę, pikantną aż w nosie kręci!
Z miseczką pełną tej ostrrej mikstury nawet mrozy syberyjskie to małe piwo.

Kto ma ochotę na porządną rozgrzewkę?

środa, 20 lutego 2013

"Zupki instatnt też się nadadzą!" i śnieżne uwięzienie.




Śnieg. Sypie i sypie, i coś mu się przestać nie chce. 
Cały świat spowity białym, lepkim puchem. Śniegowe chmury, ciężkie i szare
wiszą na nieboskłonie. Przybywają kolejne centymetry śniegu. 

Z przyczyny takiej, a nie innej, dziś nawet nie mogłam się
wydostać do szkoły. W połowie drogi pociąg mój  stanął i ani myślał jechać dalej.
Musiałam wrócić, bo zablokowanymi torami nigdzie bym nie dojechała.

Ponadto  rano, na moim osiedlu, wysiadła cała faza prądu. Wyobrażacie sobie
szykować się, malować i pakować o małej, diodowej latareczce? Właśnie tego dnia
doceniłam jej obecność, która dyndając przy kluczach, tylko mnie irytowała.

A śnieg pada i pada, i przestać nie może...

poniedziałek, 18 lutego 2013

Paradoks w kobiecej prasie. BANANOWY KREM KAKAOWY.



Zastanawiam się od jakiegoś czasu, jak to jest, że w kobiecej prasie, na kilku
następnych stronach za rubryką z przepisami, publikowany jest ogromny
artykuł odnośnie diet i odchudzania. Też to zauważyłyście/zauważyliście? (ten temat
chyba bardziej dotyczy kobiet). 

Kiedy tylko się zorientowałam, namiętnie zaczęłam przeglądać prasę właśnie pod tym kątem
i rzeczywiście, moje spostrzeżenia okazały się słuszne.
W większości gazet rubryka kulinarna pokazuje naprawdę atrakcyjne propozycje dań 
obiadowych, słodkości, etc. A na dokładkę cudowne sposoby na szczupłą sylwetkę,
gdzie większość pyszności z poprzednich stron trzeba wybić sobie z głowy.
Co więcej, przed łamem kulinarnym, są modne stylizacje dla pań właśnie o pięknych,
nieskazitelnych kształtach - szczupły brzuch, proporcjonalne biodra i ramiona.

piątek, 15 lutego 2013

Rybka? Ależ naturalnie! KOTLECIKI RYBNE Z TWAROGIEM.



****

Nauczono mnie, że w piątki nie jada się mięsa. Przestrzegał tego mój Tato,
jego ojciec, a mój Dziadek, jego dziadek, a mój Pradziadek, etc. 
Przestrzegam tego postu i ja, a także trzymać się go będą moje dzieci, 
jeśli takowych doczekam. 

Z racji piątkowego postu, zwykle na stole pojawia się obiad bezmięsny, lekki
i bynajmniej zdrowszy niż w dni powszednie. W piątki odpoczywamy od
ciężkiego jedzenia z mięsem w roli głównej.
Ogółem nie jadam zbyt wiele mięsnych wyrobów, dań, ale moja rodzina jest
stricte mięsożerna. Dla nich kawałek karkówki, schabowy, mielony czy też
inny rodzaj to podstawa. Nie popieram tego, no, ale cóż, większość zwykle
zwycięża w pojedynku "co na obiad".

Na szczęście piątki należą do mnie.



KOTLETY RYBNE Z TWAROGIEM.
/przepis autorski;/

200g chudego twarodu
300g filetów z białej ryby
1 - 2 jajka
trochę mąki do kotletów
trochę bułki tartej 
sól, biały pieprz

+ do panierowania
jajko
bułka tarta
mąka

Twaróg mielę wraz z rybą w maszynce do mielenia. Dodaję jajko, mąkę i bułkę tartą tak,
aby powstała masa o konsystencji dość zwartej, co nie rozpadnie się nam na patelni.
Doprawiam solą i białym świeżo mielonym pieprzem. Formuję kotleciki płaskie, aby lepiej
się usmażyły w środku i nie pozostały surowe.

Jajko roztrzepuję, mąkę mieszam z bułką tartą w stosunku 1:1.
Uformowane kotleciki panieruję jak kotlety schabowe. Smażę na złoto z obu stron.

Podałam z domowym puree ziemniaczanym.

PUREE ZIEMNIACZANE
/wg Karmel-itki/

500g ugotowanych ziemniaków
szklanka mleka
sól, pieprz,
posiekany koperek

Ugotowane, najlepiej ciepłe ziemniaki duszę wraz z mlekiem i solą oraz pieprzem,
dodaję również koperek. 

Smacznego!

 

Pozdrawiam, 
Karmel-itka


 ****

Tło zdjęć: cerata Lola Cabane Loco
ze sklepu Kolorowy Kufer
 Kolorowy Kufer

wtorek, 12 lutego 2013

Znów te Indie! CEBULOWY PLACEK Z KMINEM.



*****


W nawiązaniu do ostatniego postu, gdzie zaprezentowałam wam chutney
z białej cebuli i chlebki chapati, dziś obiecany placek cebulowy z kminem.
Jest to bardzo przyjemne danie kolacyjne jak i obiadowe.
Pewnie z wielu z Was myśli, że placek cebulowy oznacza zionięcie 
zapachem cebuli, nieprzyjemnym i odrzucający.
A tu niespodzianka! Co prawda, czuć smak cebuli, jednak dzięki kminowi
i jogurtowi naturalnemu nie kończy się to brzydkim zapachem z usta, a i nawet
sam placek nie smakuje jak wielgachna cebula.
Natomiast kminek nadaje orientalnego charakteru i ciekawego posmaku.


Z czystym sumieniem mogę polecić ten zaskakujący placek,
który jest nieskomplikowany i bardzo chętnie współpracuje z osobą przygotowującą.



INDYJSKI PLACEK CEBULOWY Z KMINEM.
/źródło:sieć;/

szklanka mleka
1/2 szklanka oliwy
500g mąki
50g (pół kostki) drożdży
3 duże łyżki otrąb
1 łyżeczka soli

masa cebulowa:
1,5 kg cebuli
200g boczku
odrobina oliwy do smażenia
150g (mały kubeczek) jogurtu naturalnego
3 jajka
1-2 łyżeczki kminku
sól, pieprz do smaku

Mleko podgrzałam do temperatury ciała. Mąkę przesiałam z solą, połączyłam z otrębami,
wlałam mleko, wkruszyłam drożdże i całość zagniotłam w elastyczne, zwarte ciasto.
Uformowałam kulę i odstawiłam na 30 min do wyrośnięcia.

W tym czasie przyrządziłam masę cebulową.
Cebulę obrała, pokroiłam w cienkie półkrążki, a boczek w drobną kostkę.
Podsmażyłam całość, aż cebula zmiękła, a boczek się częściowo wytopił.
Odstawiłam do wystudzenia.

Jogurt roztrzepałam z jajkami i przyprawami. Wymieszałam z wystudzoną cebulą.
Ciasto  przełożyłam na blachę wysmarowaną tłuszczem (23x30cm) i zawinęłam brzegi tak,
aby masa nie spłynęła czasem na blachę. Zostawiłam na jakiś kwadrans, aby jeszcze wyrosło. 
Masę cebulową wyłożyłam na wyrośnięte ciasto.

Całość piekłam 30 min w 220 stopniach, do zezłocenia cebuli i ciasta.
Najpierw podpiekłam spód, potem we funkcji termoobiegu.

Wybornie smakuje na ciepło.

 

SMACZNEGO!
 
Pozdrawiam, 
Karmel-itka



piątek, 8 lutego 2013

Czas na Indie!



****


Normalnie nie jadam potraw indyjskich. Odważne połączenia owoców i mięsa,
kokosowe dania na wytrawnie, silne aromaty, ostrość i wielobarwność tych dań
nie specjalnie przypadają do gustu mojej familii. 

Ale... Dziś post przecież indyjski!
Jako gotująca z grupy organizatorów imprezy, gdzie jest również konkurs na potrawy
z kraju, jaki inne teamy reprezentują, zostałam przydzielona do tegoż zadania.




Prócz "indyjskiego placka cebulowego z kminem", który pojawi się w niedalekiej
przyszłości na stronie, przyrządziłam coś takiego. 
Zobaczcie i spróbujcie sami :]



PLACUSZKI CHAPATI
(na 8 placuszków)

szklanka mąki
1/2 szklanki ciepłej wody
łyżeczka soli
olej

Przesiewam mąkę i mieszam ją z solą oraz wodą. Powstanie gęste, miękkie ciasto.
Zostawiam je na kwadrans. Następnie za pomocą naoliwionych dłoni formuję placki
(jest to troszkę niezręczne i brudne zadanie).
 Smażę je na suchej patelni, aż pojawią się zbrązowienia.

Inny sposób: na rozgrzaną, suchą patelnię rzucam porcję naoliwionego ciasta,
które rozciągam, rozpłaszczam na patelni za pomocą łyżki.



CHUTNEY Z BIAŁEJ CEBULI 
z chili i rodzynkami
(wychodzi 0k.300ml chutney'a)

0,5 kg cebuli
1,5 szklanki soku pomarańczowego
1 papryczka chili
spora garść rodzynek
3/4 szklanki cukru
łyżka soli
łyżeczka z czubkiem mielonej kolendry
3 ziarnka pieprzu
3 ziarnka ziela angielskiego
łyżeczka suszonego tymianku

Cebulę obieram, kroję na półtalarki. Podsmażam na odrobinie masła, aby się zeszkliła.
Papryczkę oczyszczam z pestek i kroję na bardzo drobną kosteczkę. Dodaję do cebuli,
dorzucam rodzynki i całość zalewam sokiem pomarańczowym tak, by zakrył cebulę
(jeśli podana ilość jest zbyt mała, uzupełnić). Dodać cukier, sól, kolendrę, pieprz i ziele,
tymianek i całość dusić pod przykryciem min. godzinę, aby cebula zmiękła.
Następnie gotujemy bez pokrywki, aby zredukować płyn do minimum. Chutney musi być
gęsty i aromatyczny. 

Jeśli chcemy go przechowywać bądź zostawić na później, gorący chutney przełożyć
do wyparzonego słoiczka, zakręcić i odstawić do góry dnem, do wystudzenia.

Chutney podaję z placuszkami chapati.


Smacznego!
Pozdrawiam w klimacie indyjskim,
Karmel-itka


PS:
Cerata imitująca drewno pochodzi 
ze sklepu Kolorowy Kufer.
Kolorowy Kufer